Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
ZAMKNIJ X

Trans- atlantyk - streszczenie

Pan Tomasz zaprosił Witolda do stolika, ale niechętnie spoglądał na jego głośnych przyjaciół. Wówczas Gombrowicz ostrzegł go przed seksualnymi zamiarami Gonzala względem jego syna. Tomasz, usłyszawszy to, widząc jeszcze jak Gonzalo ciągle do jego syna przepija, wstał i trzasnął kubkiem o stół. Gonzalo rzucił swoim kubkiem w stronę Tomasza i go zranił. Po całej awanturze wszyscy rozeszli się w swoją stronę. Następnego dnia, wczesnym rankiem Tomasz przyszedł do Witolda, prosić go, aby w jego imieniu wyzwał Gonzala na pojedynek. Gombrowicz nie był tym zachwycony: „Zbaraniałem tedy i powiadam, że jakże to, po co, na co, przecie wczoraj już dosyć Gonzala pogrążył, a jakże jego wyzywać, jak z nim się strzelać, przecie Krowa...”. Tomasz jednak był uparty, Witold więc udał się do Gonzala. Otwarł mu Gonzalo, który udawał własnego lokaja. Witold powiedział mu o pojedynku. Gonzal zaczął go prosić, aby pomógł mu uprowadzić syna. Witold odmówił, powołując się na swoją polskość. Gonzal zaczął go wtedy przekonywać, że nie liczy się Ojczyzna tylko Synczyzna. Później zgodził się na pojedynek, pod warunkiem, że będzie bez kul – przy ładowaniu pistoletów Gombrowicz miałby wrzucić kule w rękaw. Po wyjściu Witold wymyślił, że można powiedzieć Gonzalowi, że pojedynek jest bez kul, a naprawdę kule włożyć. Do podstępu jednak potrzebował, żeby swiadkami Gonzala byli Baron i Pyckal. Wtajemniczył ich więc w całą sprawę, a oni dla dobra ojczyzny się zgodzili.

Wieczorem Witold otrzymał list z wezwaniem do poselstwa. Czekał tam minister wraz z pułkownikiem Fichcikiem. Okazało się, że i do nich dotarła wieść o pojedynku i postanowili sprawę nagłośnić, jako przejaw bohaterstwa Polaków. Nie wypadało jednak zapraszać gości na pojedynek, bo to przecież nie polowanie,