Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
ZAMKNIJ X

Trans- atlantyk - streszczenie

. Mężczyzna pobiegł za nim i zaczęli rozmawiać. Powiedział, że chciał mu pomóc w chodzie, bo wszystkich swoim chodem przemógł. I zaproponował, aby jeszcze trochę pochodzili. Zaczął opowiadać o sobie. Był Portugalczykiem, bardzo bogatym, o imieniu Gonzalo. Całymi dniami chodził za młodymi chłopcami, a gdy mu się któryś spodoba, zagaduje go i próbuje do grzechu namówić. Ale chłopcy zwykle go zbywają. Później opowiedział mu o chłopcu, blondynie, którego już kilka razy widział i którego jeszcze nie zdobył. Prosił, aby Witold dowiedział się, kim jest starszy mężczyzna, z którym młody czasem się spotyka. Okazało się, że mężczyzna jest jego ojcem. Gonzalo zobaczył ich w Parku Japońskim i zaczął iść za nimi. Mężczyźni weszli do sali tańców i Gonzalo zaczął ciągnąć Witolda za nimi. Ojciec z synem przy stoliku siedzieli i piwo pili. Witold z Gonzalem usiedli przy stoliku obok. Gonzalo zaczął kokietować chłopca: „Oczko przymruża, ręką Rączką rusza, chichocze, a na siedzeniu podskakuje... i dopiroż na kelnera, jemu sójkę w bok, jeszcze wina woła, a także gałki z chleba robi i nimi wystrzela, śmiechem hucznym witając te Figielki swoje!”. Witold zawstydzony całym tym zachowaniem poszedł do ubikacji, a w drodze spotkał Pyckala, Barona i Ciumkałę. Ci zaczęli namawiać go na picie i każdy chciał fundować. Znów kłótnia zaczęła się o to, kto ma płacić. Potem zaczęli wciskać mu pieniądze do kieszeni i przysiedli się do stolika jego i Gonzala. Gonzal ciągle nagabywał Witolda, żeby przysiadł się do ojca i syna, i do stolika ich zaprosił. Witold wreszcie podszedł do ojca i syna, przedstawiając się jako ich rodak. Chłopak miał na imię Ignacy, ojciec zaś Tomasz Kobrzycki. Ojciec był byłym majorem i zamierzał syna posłać do wojska. Pan Tomasz zaprosił Witolda do stolika, ale niechętnie spoglądał na jego głośnych przyjaciół. Wówczas Gombrowicz ostrzegł go przed seksualnymi zamiarami Gonzala względem jego syna. Tomasz, usłyszawszy to, widząc jeszcze jak Gonzalo ciągle do jego syna przepija, wstał i trzasnął kubkiem o stół. Gonzalo rzucił swoim kubkiem w stronę Tomasza i go zranił. Po całej awanturze wszyscy rozeszli się w swoją stronę. Następnego dnia, wczesnym rankiem Tomasz przyszedł do Witolda, prosić go, aby w jego imieniu wyzwał Gonzala na pojedynek. Gombrowicz nie był tym zachwycony: „Zbaraniałem tedy i powiadam, że jakże to, po co, na co, przecie wczoraj już dosyć Gonzala pogrążył, a jakże jego wyzywać, jak z nim się strzelać, przecie Krowa...”. Tomasz jednak był uparty, Witold więc udał się do Go